wtorek, 23 sierpnia 2016

Autostopem po krajach nadbałtyckich - tam i z powrotem

No i stało się. Wzięłam Nelę, wzięłam plecak, tabliczkę z nazwą miejscowości, wyszłam na ulicę i wyciągnęłam kciuka. I to na pewno nie był ostatni raz!

SIERPIEŃ 2016 - LITWA, ŁOTWA, ESTONIA (tam)


Dzień I

To był dzień, który miał nas nauczyć, jak się właściwie stopuje. No bo jak inaczej wytłumaczyć fakt, że 230 km pokonałyśmy z pięcioma różnymi kierowcami? Były osobówki, był bus, była nawet ciężarówka (tak, pierwszy raz siedziałam w TIRze, tak, było nas o jedną za dużo - czyt. mnie, siedziałam na łóżku i tak, było super). Tylko że tej naszej ciężarówce skończył się czas na kilkanaście kilometrów przed Suwałkami, więc wylądowałyśmy wieczorem na stacji benzynowej gdzieś pośrodku niczego. I wtedy zdecydowałyśmy się na coś, czego raczej nie lubimy: wypatrzyłyśmy samochód z suwalską rejestracją (a to nie było trudne, bo tam raczej tylko takie były) i zapytałyśmy tankującą go kobietę, czy nie zabrałaby nas do Suwałk. I wiecie co? Zabrała! Tego dnia doszłam do wniosku, że jak się ma plecak i namiot na plecach, to przyciąga się dobrych ludzi.

środa, 20 lipca 2016

Woodstock, Berlin i Jezus

LIPIEC 2016 - POLSKA/NIEMCY

Co pamiętam z czwartku? Deszcz, od groma deszczu. Długą i nudną podróż, na szczęście Helgowozem, a później dużo błota, wilgotny od ciągłego deszczu namiot, przemoczoną kurtkę i zimno. I to wszystko na antybiotyku - tak wyglądał pierwszy dzień pierwszego w moim życiu Przystanku Woodstock. 
Do wieczora prawie że przestało padać. Można było wypełznąć z namiotów i pójść na obchód. I koncerty, oczywiście. Trzeba było tylko pamiętać o tym, żeby nie stać zbyt długo w jednym miejscu, bo później ciężko było wyciągnąć glana z błota. 
Piątek był o niebo lepszy - nie padało! Za to w sobotę było już idealnie. Odważyłam się założyć krótkie spodnie, umyć głowę w lodowatej wodzie, umyć glany (co oznaczało założenie tenisówek) i zjeść śniadanie przed, a nie w namiocie.


piątek, 24 czerwca 2016

Nad wielką wodą

Za oknem gorąco, czas pojechać nad wodę. Wielką wodę!

MAJ 2016 - HISZPANIA (KADYKS)

Przed podróżą do Hiszpanii kupiłam sobie kostium kąpielowy, no bo przecież wiadomo - pojadę na plażę, to muszę jakoś wyglądać, Owszem, na plażę pojechałam, ale kostium leżał zapomniany i porzucony w plecaku. Nawet nie pamiętam, czy wysmarowałam się kremem z filtrem. 

Ale zanim się pójdzie na plażę, to trzeba zwiedzić to, co jest do zwiedzania. Katedra w Kadyksie to nie to samo co katedra w Sevilli czy Kordobie (o tym następnym razem), ale tutaj w cenie biletu jest audioguide. I tym sposobem spędziłam dużo czasu ze słuchawką przy uchu, dowiadując się wielu ciekawych rzeczy, których oczywiście już nie pamiętam. 


wtorek, 14 czerwca 2016

Vamonos pa Jerez!

Dobry wieczór. Złożyłam pracę licencjacką, teraz sobie siedzę i czekam na obronę, ale przecież dopóki nie mam wyznaczonego terminu, to nie mogę się do niej przygotowywać, prawda? Co z tego, że ja wiem, na kiedy ten termin zostanie wyznaczony, jak nadal oficjalnie go nie ma. To ja może wrócę w końcu do Hiszpanii. Tym razem fotorelacja z Ferii :D

MAJ 2016 - HISZPANIA (FERIA DE JEREZ)

Akurat spotkało mnie takie szczęście, że jak byłam w Hiszpanii, to w Jerez de la Frontera była Feria del Caballo. Tyle ładnych sukienek i koni w jednym miejscu! (Z tymi sukienkami, to uznaliśmy, że im mniejszy rozmiar to sukienka ładniejsza). Vamonos pa Jerez!


czwartek, 19 maja 2016

Mamo, przeprowadzam się do Hiszpanii!

MAJ 2016 - HISZPANIA (SEWILLA)


Jak już wspominałam, zakochałam się. Nie powiem, żeby to była miłość od pierwszego wejrzenia. Pierwsze wejrzenie było o 5 nad ranem, kiedy to było zimno, ciemno, do wygodnego łóżka daleko, a do tego wszystko po hiszpańsku (nie jestem przyzwyczajona do sytuacji, że NIC nie rozumiem! Węgry się nie liczą, Węgry są w tej kwestii poza kategorią). Nie dało się zakochać od pierwszego wejrzenia po całej nocy w autobusie, a wcześniej po całym dniu łażenia po Madrycie.

Zakochałam się następnego dnia rano. Było pewnie koło 13, kiedy zeszliśmy na śniadanie do pobliskiego lokalu. Było bardzo gorąco, a słońce świeciło prosto w oczy. Przy stoliku obok kilka osób wyklaskiwało rytm flamenco. A ja siedziałam, jadłam lody, cieszyłam się życiem i myślałam sobie, że tak to ja mogłabym żyć. Tylko za co? A może by tak uprawiać pomarańcze i eksportować je do Polski w okresie bożonarodzeniowym?

Bo lokum już znalazłam. Muszę tylko jakoś zagadać z królem hiszpańskim, bo wydaje mi się, że nie będzie zachwycony moim pomysłem. No ale cóż poradzę na to, że królewski Alcazar to akurat miejsce w sam raz na moje potrzeby.


piątek, 13 maja 2016

Życie jak w Madrycie

Zakochałam się. 
Nie, nie w przystojnym Hiszpanie (ale to akurat może i lepiej). Zakochałam się w Hiszpanii, a przede wszystkim - chyba - w Sewilli i w całej Andaluzji. Mówiłam przecież, że będzie wspaniale. Tylko chyba nie spodziewałam się, że aż tak. Na mojej liście miejsc, w których kiedyś chcę mieszkać przybył kolejny podpunkt. 

Ale może po kolei - czyli od końca.

MAJ 2016 - MADRYT

8.05.2016, godz. 5:15. Przecieram oczy. Nie bardzo wiem, co się dzieje. Rozglądam się i już pamiętam. Za godzinę i 15 minut mam samolot do Warszawy. Czas na śniadanie, łazienkę i doprowadzenie się do porządku. 
Pięć godzin wcześniej przeszłam kontrolę osobistą na lotnisku w Madrycie. Plan był prosty - znaleźć takie miejsce, żeby przespać się chociaż ze dwie godziny przed lotem do Warszawy. No i znalazłam miejsce, które przerosło moje oczekiwania. 
Rozłożyłam śpiwór na dwóch siedzeniach, dalej był podłokietnik (po co komu podłokietniki na lotniskach?). Kurtkę zwinęłam tak, żeby przypominała najwygodniejszą poduszkę na świecie. Podłączyłam telefon do ładowania (miałam to szczęście, że znalazłam jedno z niewielu miejsc niedaleko kontaktu), zdjęłam buty, torebkę z najcenniejszymi rzeczami wsadziłam do śpiwora i zaczęłam się zastanawiać, co zrobić z plecakiem. Wymyśliłam, że jak położę sobie plecak pod nogi, to nie dość, że będzie całkiem wygodnie, to jeszcze jeśli mnie będą próbowali okraść to się obudzę, bo przecież na lotnisku nie zapadnę w kamienny sen.
Gucio prawda. Owszem, zapadłam, dwa razy. Za pierwszym razem dosyć szybko przestałam zwracać uwagę na powtarzane co chwilę komunikaty, którymi witano mnie na lotnisku Madrid-Barajas i przypominano, żebym nie zostawiała bagażu bez opieki. Obudziłam się dopiero, gdy pracownik lotniska bardzo głośno wymieniał napoje w automacie. O 3:10. Dzięki.

Dokładnie tydzień wcześniej obudziłam się w hotelu (takie luksusy) w Madrycie. Nie była to co prawda godzina 3, ani nawet 5, zapewne było koło 11. O 3 to ja się pewnie położyłam spać, bo przecież do hotelu trzeba było dotrzeć, zjeść, pogadać, wziąć prysznic, pogadać, sprawdzić fejsa, pogadać, poczytać przewodnik, no i znaleźć czas, żeby pogadać. Po kilku godzinach snu można było podbijać Madryt.

Zły dzień wybraliśmy na te podboje. Kto by pomyślał, że 1 maja wszystko będzie zamknięte? Muzeum Prado zamknięte, Pałac Królewski zamknięty, stadion Santiago Bernabeu zamknięty. Co nam pozostało? Wycisnąć z pierwszomajowego Madrytu ile się da.
Wyciskaliśmy aż do późnego wieczora, kiedy to zmęczeni, zrezygnowani, z kubełkiem kurczaków z KFC w ręku wsiedliśmy do nocnego autobusu do Sewilli.

Na Puerta del Sol dopełniliśmy obowiązku i zrobiliśmy zdjęcia pod niedźwiedziem, który zjada owoce z drzewa poziomkowego.

piątek, 29 kwietnia 2016

Reisefieber jak się patrzy

Dzisiaj będzie zupełnie inaczej. Będzie nudno, sentymentalnie i za bardzo Coelho. O!

(Jeszcze) siedzę sobie w moim pokoju. Obok mnie stoi spakowany plecak, przede mną leży przewodnik, a w mojej głowie znowu to samo. Reisefieber.

Tak jest przed każdym wyjazdem, zawsze powtarza się ten sam schemat. Najpierw jest pomysł, "a może by tak rzucić to wszystko i pojechać w Bieszczady." Potem zaczyna się planowanie, "wow, tak, lećmy samolotem, nie, może jednak taniej autobusem i co wybrać co wybrać?" Następny etap to zdobywanie wiedzy, "to bym chciała zobaczyć, tu warto pójść, a wiecie, że to miasto zostało założone x lat temu przez tych i tamtych?" Później jest dopinanie szczegółów, "tylko żebym nie zapomniała o śpiworze i czystych skarpetkach, o właśnie! muszę kupić plasterki!" 
Jednak na sam koniec zawsze przychodzi zdenerwowanie i zniechęcenie. I tak właśnie teraz sobie siedzę i myślę, jak bardzo mi się nie chce. Nie chce mi się wychodzić z domu, nie chce mi się chodzić z tym ciężkim plecakiem, nie chce mi się przełamywać moją nieśmiałość, no nie chce mi się! Chce mi się leżeć pod kocem, scrollować fejsa, pić herbatę i narzekać, że znowu pada i jest zimno.

No i ściska mnie w żołądku. Tak samo, jak przed każdym egzaminem. W głowie co 5 minut rozwijam listę jak-najbardziej-niezbędnych rzeczy, bez których nie przeżyję ani minuty. Czy to wszystko już jest w plecaku? Chyba tak. Albo nie. Może jeszcze coś dopakuję, albo może coś wyjmę. I zmierzę ten plecak jeszcze raz. Nie urósł, ale też nie zmalał. Nadal jest o 3 cm za wysoki. O, to może zważę go jeszcze. Staję na wagę bez plecaka. Potem staję na wagę z plecakiem. Potem odejmuję moją wagę od mojej wagi z plecakiem. A potem ważę sam plecak - cały czas wychodzi tak samo, nadal prawie 4 kg do limitu, to chyba całkiem spoko. Bo ja z tym plecakiem to muszę całe pojutrze przełazić, to w sumie dobrze by było, żeby nie ważył więcej niż ja. Ciekawe w ogóle, kto będzie siedział obok mnie w samolocie. Mogę się założyć, że będzie mlaskał. Albo chrapał. Dobrze, że z drugiej strony mam okno, okno nie mlaszcze i nie chrapie. Na szczęście mam książke. O właśnie, bo jeszcze krople do oczu muszę dopakować i okulary przeciwsłoneczne i na bank o czymś jeszcze zapomniałam!

Stop, dosyć tego! Przecież będzie świetnie, jak zawsze! Lecę w miejsce, którego jeszcze nie znam, będzie ciepło, słonecznie i na pewno przecudownie. Przed każdą podróżą się stresuję i z każdej podróży wracam zachwycona. Wracam pełna energii, zadowolona z życia, z głową pełną nowych wspomnień, z kolejnymi opowieściami i zdjęciami.
A później siedzę pod kocem z herbatą w ręce, scrolluję fejsa i nagle jest pomysł na kolejną podróż, a bo zobaczyłam jakieś zdjęcie, albo ktoś coś wspomniał, albo przeczytałam jakiś artykuł, albo po prostu tak mi się przyśniło. I koło się zamyka, znowu jest planowanie, denerwowanie się, PODRÓŻOWANIE.
Bo już chyba nie potrafię siedzieć zbyt długo w jednym miejscu.

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Tak wyszło, że zaistniałam w końcu na instagramie, więc serdecznie zapraszam do śledzenia na bieżąco zdjęć z podróży :D
https://www.instagram.com/helgawdrodze/

sobota, 9 kwietnia 2016

"Bure świerki o góry wsparte"

MARZEC 2016 - BESKID NISKI

Wygląda na to, że rajdy z SKG już na dobre stały się częścią mojego życia. Lubię to piątkowe pakowanie, wieczorną jazdę metrem w pełnym górskim ekwipunku, zbiórki na Placu Bankowym, nawet noc spędzoną w podróży na swój sposób lubię. 

Lubię śniadanie przed wyjściem na szlak, herbatę z termosu, kabanosy i żurawinę. Mimo całej mojej nieśmiałości lubię poznawać ludzi i spotykać osoby, które znam z poprzednich rajdów. Lubię moment wyjścia na szlak, żmudne podejścia, krok za krokiem. Lubię postoje, czekoladę, po której wraca ochota na dalsze maszerowanie. Lubię zdobywanie kolejnych szczytów, a potem zejścia, kiedy znów ma się siły na rozmowę. 

Lubię obiady w schroniskach, prysznic, który pomaga zmyć zmęczenie. Lubię przebrać się w dresy i założyć lżejsze buty. Lubię krótką drzemkę i ciszę w pokoju, kiedy nikomu nie chce się nawet ruszyć ręką. Lubię wieczorne spotkania przy dźwiękach gitary i kilka godzin mocnego snu. 

Lubię wczesne pobudki, szybkie śniadanie i poranną mszę w najbliższym kościele. Lubię zmuszać się do kolejnego dnia wysiłku, słuchać opowieści o okolicy. Lubię nocne powroty, lubię zresetować umysł, lubię wrócić do domu z naładowanymi bateriami. Lubię góry.

Nie lubię tylko poniedziałków po powrocie. 


Tym razem podróż autobusem była ciężka. Wysiadłam zmęczona, głodna i zła. I jakoś tak mi się nie chciało, wszystko było nie tak. Ruszyliśmy.

piątek, 26 lutego 2016

I'm coming home...

Dobra, stonujmy na chwilę emocje związane z jakże zaciekłą rywalizacją między blogerami (dzięki za głosy!). Mam teraz chwilę wytchnienia, czas podbić średnią wpisów na miesiąc. 

WRZESIEŃ 2015-LUTY 2016 - ZAGRZEB

Wyjeżdżam. Wracam do domu. Moja chorwacka wyprawa dobiegła końca. Ok, wiem, to nic specjalnego, tylu studentów wyjeżdża na Erasmusa, a Chorwacja nie jest jakims egzotycznym krajem, żeby aż tak się tym ekscytować. 

Ale dla mnie to była podróż życia, mam nadzieję, że pierwsza z wielu. Czas na podsumowanie tych 5 miesięcy. A wygląda to całkiem nieźle. 

1. Na początek oczywiście Zagrzeb. To miasto doczeka się oddzielnego wpisu, bo na to zasluguje. Zagrzeb to wspaniali znajomi z całego świata; pizza za 10 kun; spotkania "pod koniem"; sala 115, w której nauczyłam się chorwackiego; poważne nocne rozmowy w naszym mieszkaniu; tanie obiady w stołówce studenckiej; niebieskie tramwaje; jezioro Jarun, czyli moja dzielnia; dni spędzone w bibliotece wydziałowej; Karlovačko i Ožujsko; imprezy na które dotarłyśmy i te, na których nas nie było; dworzec autobusowy; deszcz na powitanie i pożegnanie; masa wspomnień i tysiące zdjęć.


wtorek, 23 lutego 2016

SMS-y pilnie poszukiwane!

To się porobiło :D

Zgłosiłam się do konkursu Blog Roku 2015. Trochę dla zabawy, trochę dla motywacji, a trochę dla rywalizacji (a trochę za namową Neli). 

I teraz nadchodzi ten niezręczny moment, kiedy proszę o sms-y. 
Powodów, żeby zagłosować na mojego bloga jest kilka:
  1. jesteście stałymi bywalcami mojego bloga i chętnie go czytacie,
  2. nie jesteście stałymi bywalcami mojego bloga, ale chętnie go czytacie
  3. podobają Wam się zdjęcia,
  4. lubicie mnie i chcecie mnie trochę dowartościować,
  5. macie zupełnie zbędne 1,23 zł,
  6. chcecie zrobić coś dobrego dla świata (ze strony organizatora: środki uzyskane z głosowania sms zostaną przekazane Fundacji Dziecięca Fantazja),
  7. nudzi Wam się i zamiast bezsensownie klikać, wolicie poklikać z sensem,
  8. a...bo tak!
  9. ................................(wstaw własny powód).
Jeżeli którykolwiek z powodów wydaje Wam się sensowny i logiczny, to polecam się :)
Wszystko, co niezbędne wyczytacie z obrazka: