środa, 8 kwietnia 2015

Najpiękniejszy kraj na świecie

To jest najpiękniejszy kraj, w jakim byłam. Piszę to zdanie z pełną świadomością, mimo, że byłam tam dopiero raz. No ale - serce nie sługa, a to była miłość od pierwszego wejrzenia. Nie wiem kiedy, ale wiem na pewno, że tam wrócę. I na pewno więcej niż raz. 

LIPIEC/SIERPIEŃ 2013 - CZARNOGÓRA 

Na pewno nie zakończy się na jednym wpisie na temat Czarnogóry. Myślę, że ten temat będzie się tu przewijał długo, bo jak opisać tak piękne miejsce w kilku słowach? 

Czarnogóra to niewielki i bardzo młody kraj. Pod względem powierzchni (13 812 km² - dla porównania Polska: 312 679 km²)  zajmuje 39. miejsce w Europie i 157. miejsce na świecie. Mieszka tam tylko nieco ponad 620 tys. osób. Czarnogóra do 2006 roku stanowiła związek z Serbią (Serbia i Czarnogóra). 
Hymn Czarnogóry Oj, Svijetla Majska Zoro.
Walutą Czarnogóry jest euro, mimo, że kraj ten nie tylko nie jest w strefie euro, ale nawet nie jest państwem członkowskim Unii Europejskiej.
Język czarnogórski to jeden z czterech wariantów języka serbochorwackiego (obok serbskiego, chorwackiego i bośniackiego), a za odrębny język został uznany dzięki konstytucji czarnogórskiej z 2007 roku, kiedy to stał się językiem urzędowym. 

Dobra, wiem, nudy. Też tak uważam, zawsze pomijam w przewodnikach strony z informacjami ogólnymi. Chociaż przewodniki po Czarnogórze przeczytałam dokładnie :) 

Dzisiaj będzie krótko o tym, jak to się właściwie zaczęło. Jechaliśmy do Czarnogóry przez Bośnię i Hercegowinę, granicę przekraczaliśmy w Šćepan Polju. Jesteśmy wychowani na polskich drogach, ale nawet na nas droga graniczna zrobiła wrażenie. Więcej dziur niż asfaltu i do tego, jak to w górach bywa, zakręty 180 stopni, serpentyny no i oczywiście droga szeroka na jeden samochód. Jednak przepadłam, gdy tylko przekroczyliśmy granicę i zaczęła się droga wzdłuż rzeki Pivy i Jeziora Pivsko (rzeka Piva płynie wąwozem, który miejscami ma nawet 1200 m głębokości). Wtedy jakoś tak powiedziałam oczywiste dla mnie zdanie, które potem powtarzałam średnio pięć razy dziennie: "A mówiłam Wam już, że to jest najpiękniejszy kraj na świecie?". 

I te zdjęcia to w ogóle nie oddają tego, jakie tam są widoki...no nie i już. Ale tak, ta woda miała taki kolor. Zdjęcia nie są ani trochę przerabiane.


czwartek, 2 kwietnia 2015

Z kopyta po Izerach

Tym razem będzie mieszanka idealna - góry i konie. Nie można sobie wyobrazić lepszego sposobu na spędzenie wolnego czasu, jak połączenie dwóch pasji.

WRZESIEŃ 2013 - GÓRY IZERSKIE


To był jeden z tych szalonych wyjazdów, kiedy człowiek się decyduje, a potem z dnia na dzień ma coraz więcej wątpliwości. Jednak ja już się nauczyłam - im więcej wątpliwości, im bardziej się nie chce, tym potem jest fajniej :) 

Po nocnej podróży PKSem dotarłam do Jeleniej Góry ok. 5:00. Oczywiście w podróży nie spałam prawie wcale, teraz już nigdy nie popełniam tego błędu, gdy wiem, że po całonocnej jeździe będzie mnie czekać cały dzień na nogach. Wtedy jednak podchodziłam do sprawy mniej rozsądnie i o 9:00 już siedziałam na koniu. Startowaliśmy w Radomicach, a moim najlepszym kumplem na najbliższe 6 dni miał się stać Weber - hucuł, który okazał się koniem idealnym dla mnie, nie był zbyt wyrywny, nie gonił, nie szalał. W czasie galopów zawsze mieliśmy problem z dogonieniem reszty grupy, a zazwyczaj Webera i Helgę można było łatwo odnaleźć - wystarczyło szukać gdzieś na końcu stawki :D



piątek, 27 marca 2015

"Zabieszczaduj dzisiaj z nami"

No to pojechałam wiosny szukać. 

MARZEC 2015 - BIESZCZADY

Byłam już kiedyś w Bieszczadach, ale to było 10 lat temu, kiedy byłam w takim wieku, że nie rozumiałam jeszcze, o co chodzi z tymi wszystkimi górami. A teraz...chcę wrócić w Bieszczady. Na pewno szybciej niż za 10 lat.

Żebyście mogli poczuć klimat, to najpierw piosenka, z której cytat posłużył mi za tytuł.
No i obowiązkowo:
Bieszczadzkie anioły, anioły bieszczadzkie...gdy skrzydłem cię trącą, już jesteś ich bratem

Oglądając wschód słońca z okien autobusu, zastanawiałam się, po co ja dźwigam te rakiety śnieżne, jeśli w ogóle nie ma śniegu.

Wyruszyliśmy z miejscowości Smerek i jak tylko znaleźliśmy się na Połoninie Wetlińskiej, zrozumiałam, o co chodziło w komunikatach GOPRu: "W grzbietowych partiach pokrywa na ogół zmienna, kształtująca się w granicach od 20 do 60 cm. W miejscach odłożenia depozytów osiąga grubość ok. 110 cm."



środa, 18 marca 2015

W poszukiwaniu zaginionej Atlan...zaginionego śpiwora

Wiosnę będę witać w Bieszczadach. W piątek wyjeżdżam, jutro będę późno w domu, więc postanowiłam zacząć przygotowania już dzisiaj. Znalezienie menażki i termosu nie stanowiło większego problemu, więc poszłam na strych po plecak i śpiwór. Plecak leżał w sumie na wierzchu, ale mój zielony śpiwór postanowił pobawić się w chowanego. 

Wiedziałam, że muszę kierować się w stronę kącika biwakowo-campingowo-turystycznego, który znajduje się za walizkami, na lewo od czapek i szalików. OK, żaden problem, idę. Po drodze znalazłam Atlantydę, Titanica i życie na Marsie, zobaczyłam widmo Brockenu, najnowszy kalendarz Majów (koniec świata już niedługo) oraz Smerfy. Dotarłam też do śpiworów. Najpierw był taki z poprzedniej epoki, ważył chyba ze 30 kg, później znalazłam śpiwór na temperaturę chyba z -180 stopni, w końcu dotarłam do tych, które najbardziej mnie interesowały - w miarę lekkich i cienkich. Były dwa (a powinny być trzy). Wyciągnęłam je na światło no i niestety. Były niebieskie. A ja chciałam zielony! 

Wróciłam na strych po posileniu się, z nową energią do pracy. I znalazłam. Po prawej stronie od szalików i czapek, na plecaku 50 litrów, a pod torbą sportową. Nie wiem, jak mój śpiworek się tam znalazł, ale ważne, że był. Można się zacząć pakować.

A, no tak. Na strychu powitał mnie taki obrazek. Między Atlantydą a Smerfami. 




wtorek, 10 marca 2015

"Gdy po halnym wietrze czyste jest powietrze..."

Zima wzięła i sobie poszła, to ja na przekór temu powspominam grudniowy wyjazd :D

GRUDZIEŃ 2013 - ZAKOPANE

Zachwyca widokiem Mnich nad Morskim Okiem,
piękne Zakopane, z drewna wyciosane,
gdy po halnym wietrze czyste jest powietrze,
widoczna z Krakowa, lśni Giewontu głowa.


Ja o Zakopanem mogłabym mówić i mówić. Nie wiem, co jest w tym mieście, że nawet dzikie tłumy mi nie przeszkadzają (chociaż na Krupówki wolę chodzić w deszczu), ale jak widzę Tatry i kochany Giewont, no to jakoś tak miło zawsze jest, wystarczy tylko spojrzeć na ten jego majestatyczny kształt, na tę wypiętą pierś i kołdrę z chmur (w końcu Śpiący Rycerz, czyż nie?).


poniedziałek, 2 marca 2015

Z Wilkami przez Park Skaryszewski

Dzisiaj będzie zupełnie inaczej. To znaczy w sumie to wsiadłam w samochód, byłam gdzieś po raz pierwszy, no podróż. Tylko trochę inna.

MARZEC 2015 - WARSZAWA (PARK SKARYSZEWSKI)

Do biegania podchodziłam już ze dwa lata temu, ale zabierałam się do tego jak pies do jeża. Teraz, gdyby nie mój szwagier też nic by z tego nie wyszło. 21 stycznia pierwszy raz pokonałam 5 km. 24 stycznia to już było 10 km. Potem zapisałam się na bieg i...od 1 lutego nie biegałam.

1 marca miał się odbyś Bieg Pamięci Żołnierzy Wyklętych - Bieg Tropem Wilczym. Zapisana byłam na dystans 5 km (na całe szczęście).
Lekki stres poczułam, jak odebrałam pakiet startowy. Bałam się, że nie zmieszczę się w limicie czasowym (40 minut) ;) Nie było to tak całkiem nieuzasadnione, bo do tej pory 5 km pokonywałam w mniej więcej 35 minut, a najlepszy czas miałam trochę ponad 32 minuty ;) Muszę teraz bardzo podziękować dziewczynom, które wspierały mnie dzień wcześniej i we mnie wierzyły :D (A. szczególnie).

sobota, 14 lutego 2015

Pierwsze wiosenne narty

No dobra, jednak się udało. Co prawda tylko na jeden dzień, ale jednak. W końcu, pierwszy raz od grudnia 2013 roku przypięłam narty. Nigdy więcej takiej długiej przerwy!

LUTY 2015 - RĄBLÓW I WYSOKIE KOŁO

Co może powiedzieć mieszkaniec podwarszawskiej miejscowości na temat jednodniowego wypadu na narty? Bierzemy co dają, może i Rąblów to nie są Alpy, ani Tatry, ani nawet żadne góry to nie są, ale śnieg jest (sztuczny, bo sztuczny, ale jest), wyciągi są i musi wystarczyć. A do tego dzisiaj było też słońce i wiosenna aura :D



czwartek, 5 lutego 2015

Wizyta u południowych sąsiadów

Sesja, sesja i po sesji. Można wrócić do życia, pozałatwiać wszystkie niepozałatwiane sprawy, iść na imprezę, pojeździć na nartach, poczytać, pooglądać, na jakiś czas odłożyć książki i nie myśleć o tym, ile jeszcze zaliczeń czeka. I można wrócić do blogowania :D

MAJ 2014 - SŁOWACJA (TATRY ZACHODNIE I GÓRY CHOCZAŃSKIE)

Na dobry początek trochę zdjęć wprowadzających w słowacki klimat. Na Słowacji to prawie jak w domu, wszystko jest tam cudowne - krajobrazy, ludzie, zabytki, kultura, vyprážaný syr, tatarska omačka a hranolky i moje ukochane Snehulky :D



piątek, 16 stycznia 2015

Zamki, pałace i inne takie żubry

Prawie dwa tygodnie mnie tu nie było! Nie ma to jak zaliczenia pod koniec semestru, czyli sesja przed sesją. A raczej wojna, bo to nie jest zwykła sesja :) Dzisiaj zostajemy w kraju.

LIPIEC 2014 - GUTÓW/GOŁUCHÓW


Gutów i Gołuchów to takie miejsca, do których raczej nie trafiają turyści. A szkoda, bo można tam znaleźć naprawdę piękne zespoły pałacowo-parkowe. A jak ja się tam znalazłam? Moja siostra była na obozie konnym w Gutowie. Ot, cała tajemnica. Stajnia znajduje się na terenie parku, w którym jest pałac. O, tak to wygląda:



sobota, 3 stycznia 2015

Droga do Boga - na dachu Bałkanów

2015 rok zacznę od tego, czego w 2014 nie dokończyłam - dzisiaj ostatni już bułgarski post. 

LIPIEC/SIERPIEŃ 2014 - BUŁGARIA (RIŁA I PLOVDIV)

Płowdiw jest drugim pod względem wielkości miastem Bułgarii. W Sofii nie byłam, więc nie mam porównania ze stolicą, ale ze wszystkich miast, które w Bułgarii widziałam Płowdiw podobał mi się najbardziej. Z prostej przyczyny - był zadbany. Pewnie dlatego, że miasto stara się o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury 2019. Płowdiw jest podobno położony na siedmu wzgórzach, niczym Rzym, chociaż ja siedmiu się za nic nie mogłam doliczyć :D Czyli (prawie) siedem wzgórz, rzymski amfiteatr i stadion, rzymskie ruiny - prawie jak Rzym.